||

Ja wywindowany na dziewiąte – liryczna strona blokowiska Mirona Białoszewskiego

Miron Białoszewski jest jednym z najbardziej oryginalnych polskich pisarzy, który podążał swoją drogą. Jego niepowtarzalny język literacki jest stale obecny w polskiej literaturze. Miron urodził się 30 lipca 1922 roku w Warszawie. Chociaż wychowywał się pod kilkoma adresami, za dom rodzinny uznawał kamienicę przy ul. Leszno 99, do której nawiązywał w swojej twórczości. W czasie wojny mieszkał przy ul. Chłodnej 40, obok bramy warszawskiego getta. Po Powstaniu Warszawskim, został wywieziony na przymusowe roboty do Opola, gdzie pracował fizycznie. Udało mu się uciec do Krakowa, potem przedostał się do Częstochowy. Po wojnie jego rodzice się rozwiedli, ojciec zamieszkał w Gdańsku, a matka w Garwolinie, gdzie Miron często ją odwiedzał.

Po wojnie próbował kontynuować studia polonistyczne, ale ze względów finansowych musiał z nich zrezygnować i podjąć pracę. W 1945 roku pracował jako sortownik listów na poczcie, a potem jako dziennikarz w „Kurierze Codziennym”, „Wieczorze Warszawy”, a następnie od grudnia 1948 r. jako redaktor „Świata Młodych” przez dwa lata. Po utracie ostatniej pracy, zaczął się chudy okres w życiu Białoszewskiego. Mieszkał wtedy przy ul. Poznańskiej 37, w mieszkaniu w starej kamienicy, gdzie zajmował pokój wraz ze współlokatorem. Jak wspominał w swojej twórczości, nie czuł się w nim za dobrze – z czasem wprowadził się również brat współlokatora, dodatkowo odwiedzali ich goście, co na małej wspólnej przestrzeni, powodowało fatalne samopoczucie Mirona. To oraz brak pracy, który przekładał się na przymieranie głodem składało się właśnie na chudy okres w życiu poety. Jak wspominali znajomi Białoszewskiego, żywił się on wtedy mlekiem w proszku, mocną herbatą i psychedryną – lekiem, który likwidował poczucie głodu.

Pod koniec lat 40, poznał swojego partnera, a potem przyjaciela – Leszka Solińskiego, z zawodu historyka sztuki i malarza. W roku 1958 Miron otrzymał nowe mieszkanie przy placu Dąbrowskiego 7, gdzie spędza wraz z partnerem blisko 20 lat. Białoszewski odżywa i jego życie od teraz skupia się praktycznie na pisaniu. W czerwcu 1975 pisarz przeprowadził się do wieżowca przy ul. Lizbońskiej 2, gdzie zamieszkał sam na dziewiątym piętrze. Narodziło się tam dzieło literackie pt. „Chamowo”, o którym powstał wpis https://tiny.pl/j407kzxfd. Z kolei dzisiaj, zajmiemy się liryczną stroną twórczości o życiu poety w bloku.

Badaczka twórczości Mirona, Hanna Kirchner, tak opisuje mieszkanie przy ul. Lizbońskiej:

„Spory pokój, mikroskopijna kuchenka, prócz tapczana i niskiej długiej szafki na płyty, na której się siadywało, może paru krzeseł, nie było mebli. Liczyły się piękne przedmioty: ułamki kościelnych rzeźb, kawałki tkanin, ogromne suche bukiety u okien na całą ścianę, starannie zaciemnionych, dwa duże świeczniki drewniane, polichromowane, pewnie z jakiejś zrujnowanej bieszczadzkiej cerkiewki, oraz duża mosiężna menora. W kuchni na gazomierzu „ołtarzyk” św. Jana Niepomucena: drewniany świątek i olbrzymi bukiet nieśmiertelników”. (Romuald Cudak „Czytając Białoszewskiego, Katowice 1999).

Poniżej zapoznamy się z blokową częścią lirycznej twórczości Białoszewskiego. Zaczniemy od Tomu „Odczepić się„. Został on wydany w roku 1978, opisuje wydarzenia po odbytym pierwszym zawale i przeprowadzce na „Chamowo”. Przebyta choroba, wpłynęła na stan psychiczny i fizyczny poety, zmiana mieszkania tylko to pogłębiła. Nazwał to wędrówką w inny świat. Był to istotny punkt zwrotny w życiu, w którego kontekście powstały wiersze niniejszego tomu. Dalsze utwory w niniejszym wpisie, pochodzą z poszczególnych cykli innych tomów.

Miron po prawie dwudziestu latach mieszkania przy placu Dąbrowskiego, w centrum stolicy, musiał przeprowadzić się na nowe osiedle na ówczesnych peryferiach. Zmiana otoczenia z oswojonego miejsca i wspólnego zamieszkania z partnerem, na nowy inny świat samotności i anonimowości, staje się chwilowym dramatem. W wierszach widoczne jest odkrywanie nowego miejsca, dopasowywanie się do otoczenia i staranie panować się nad własnymi lękami. Z jednej strony Mirona przytłacza nadmiar przestrzeni widoczny z okna, z drugiej napór otoczenia, sąsiedztwa, który przejawia się m.in. hałasami o różnych porach dnia. Jednakże po latach, autor czuł się już dobrze w mieszkaniu na Lizbońskiej, co potwierdza wywiad przeprowadzony z nim przez Annę Trznadel – Szczepanek w dniu 2 lutego 1983 r., zaledwie kilka miesięcy przed jego śmiercią 17 czerwca 1983 r.:

„- Mieszkał pan w paru mieszkaniach w Warszawie: czy każda przeprowadzka to była przeprowadzka w inną dzielnicę tego samego miasta, czy miał pan poczucie, że to jest już zupełnie inny świat?
– (…) No a przeprowadzanie się na Pragę, za Wisłę, na Saską Kępę, to było trochę jak do innego miasta. W dodatku na wysokie piętro, dziewiąte.
– A to ma jakieś duże znaczenie, że to dziewiąte, a nie parter?
– Wielkie, bo to w ogóle jakoś od razu mnie przeniosło w co innego. Ja zresztą tak sobie marzyłem nieraz, żeby mieszkać na wysokim piętrze, chciałem.
– Czy dobrze się pan z tym czuje?
– Dobrze.
– A jak się pan czuje w tym mrówkowcu?
– No, właściwie to mnie nie obchodzi, czy tu mieszka… to znaczy obchodzi, tylko ja nie biorę tak tego do siebie, że to tyle ludzi, bo ostatecznie są ważni lokatorowie najbliżsi. Jedna baba hałasuje na suficie, to wystarczy za pięć bloków, a można ją mieć tak samo w domku, na uboczu, prawda? Tę jedną. No, ale hałasowała z początku, potem jakoś prośbami, no, groźbami nie, ale coś z tego było, w końcu już byłem gotów do różnych… do używania różnych środków, presji na nią.
– A jakie to były hałasy?
– Bicia młotkiem, oni robili coś tam. No, ale potem pomogło, jakoś się ułożyło i teraz jest spokojne, od paru lat.
– I teraz jest cicho wokół pana?
– No, raczej dosyć cicho.
– A czy ma pan jakieś kontakty z sąsiadami? Wie pan, kim oni są?
– Trochę, to znaczy obok z jednej strony to trochę wiem, ci z drugiej to już nie, ale widuję się tylko tak od przypadku.” Stanisław Burkot „Miron Białoszewski”, Warszawa 1992.

Wspomniany w powyższym wywiadzie hałas, dobiegający od sąsiadki z góry, Miron opisał w wierszach: „Przeniesienia„, „Sufit biega na obcasach„, „Boże, dokończ im tę szafę do sufitu nad sufitem!„, „Podniósłbym rękę„, „BABODRZWI„. Motywy „akustyczne” są również obecne w blokowych wierszach poety, takich jak np.: „Wyrocznie, Wieszczownie, W Mrówkowcach„, „Jeszcze nie hiena„, „Blok, ja w nim„.

„Mrówkowiec, klatkowiec” – blok, w którym mieszkał Miron Białoszewski, przy ul. Lizbońskiej 2 w Warszawie.

W warstwie poetyckiej, utwory mają charakter manifestacyjny, obecne są w nich liczne metafory, celowe ukształtowania wersowe, rytmiczne, stylizacje i parafrazy. Zdarzają się również odniesienia religijne (wiersz „Zapalenie Domów„). W stylu poetyckim Mirona obecne są również celowe błędne formy, które można uznać za błędne, są one znaczące i zazwyczaj wyrażają stany wewnętrzne podmiotu lirycznego, mówią o jego emocjach, kłopotach z nazwaniem danego zjawiska po imieniu. Autor eksperymentuje z różnymi formami, w celu wyrażenia swojego stanu. Jak sam Białoszewski wypowiedział się w tym temacie:

„Dlaczego tak absorbują zagadnienia fonetyki, składni? – pytano nie dalej. W przeobrażeniach słów, w łamaniach gramatyki widzę skrót rozgrywającego się dramatu. (…) Słowo to rzecz lub czynność, kiedyś tam powstało dla oznaczenia czegoś, dostało określoną treść, ale w ciągu wieków używania słowa były przekręcane, deformowane, znaczenia przechodziły różne fluktuacje i właśnie na tym migotaniu narosłych znaczeń polega dramat wewnątrz słowa” Stanisław Burkot „Miron Białoszewski”, Warszawa 1992.

Twórczość Mirona jest bogata we wszelakie kolokwializmy językowe, przejawy mowy potocznej. Autor w swoich utworach często odstępuje od poprawności językowej, wypowiedzi lub poszczególne wersy często nie kończą się znakami interpunkcyjnymi w miejscach, które powinny. Używane są także często fonetyczne zapisy niektórych zjawisk dźwiękowych.

Tom Odczepić się

Odczepić się

Od starego zamieszkania
od Marszałkowskiej
od tego co było do zawału
od siebie
od tchu

Pomału pomału
chce czy nie chce
się
spadnie

Pierwszy utwór nowego tomu Białoszewskiego „Odczepić się” wyraża symboliczne oderwanie się od starego życia, którego koniec wyznacza wyprowadzka z mieszkania przy placu Dąbrowskiego na Saską Kępę i przebytego zawału.

Przyszła Berbera na nowe mieszkanie

– Pytam o tą twoją,
„My nie znamy, proszę pani,
takiej ulicy,
to po tamtej stronie.”
Tu jest Saska Kępa-Chamowo.
– To dobrze.

Wyjrzała oknem
– Tu już tak zostanie,
tu kurortu nie będzie.

– To dobrze.

W dalszej części tomu, dowiadujemy się o potocznej nazwie nowej części Saskiej Kępy, gdzie powstały bloki, w tym wieżowiec, w którym zamieszkał Miron. „Chamowo”, określone przez starych mieszkańców dzielnicy, jest naznaczone negatywnie, miejsce w którym nie do końca znane są nazwy ulic przez „tubylców”, widocznie oddzielone od „innej strony” Saskiej Kępy, co jest dobitnie podsumowane w końcu utworu „tu kurortu nie będzie”.

Wyrocznie,
Wieszczownie
W mrówkowcach


Na tej wieży
w tej latarni,
sam na sam z białością
z przezroczystością,
z widokami,
sam na sam,
targają windą za ścianami
biegają nagle przez sen
po schodach
jako ci co mają być ofiarowani
obsuwani
oszukani
a wymagają

Jeszcze nie hiena

Dzień do dna.

Stoję u siebie.

Co to w dole za chichoty, jęki?

Aaa…
to butelki z mlekiem pcha.
To jeszcze nie ta

W powyższym utworze, widzimy oswajanie się Mirona z nowym miejscem zamieszkania. Znajduje się w swojej bezpiecznej przestrzeni, nagle rozlegają się niepokojące dźwięki: „chichoty, jęki”, które widocznie nawiązują do tytułowej hieny – zwierzęcia, które kojarzy się groźnie, jest drapieżnikiem. W dodatku prawdziwa hiena, wydaje m.in. dźwięki kojarzące się z chichotem. Istnieje tutaj motyw ukrytego lęku, oczekiwania na zagrożenie, katastrofę, która jednak jest oddalona – dźwięki okazują się związane ze zwykłą rutyną dnia, ktoś po prostu dostarcza codzienne mleko pod drzwi mieszkań na klatce schodowej. Lęk jest jednak rzeczą trudną do wyparcia przez podmiot liryczny – końcowy wers mówi o tym: „To jeszcze nie ta” spinający klamrą tytuł „Jeszcze nie hiena”: To jeszcze nie ta hiena. W świadomości bohatera zagrożenie jeszcze może nadejść i uderzyć znienacka, zamiast dostawy mleka. Można tutaj również doszukać się zwykłego przebodźcowania nowymi zjawiskami dźwiękowymi, które nie były obecne w poprzednich miejscach zamieszkania.

Przewidzenie z lamentem

Tu
nad Chamowem
w tym pudle
po śmierci
wygryzą mnie, wypolerują
dymy Siekierek
i samoloty
bu-u-u
buu u

Lizbońska 2.

Moje nowe miejsce

Miasto się odrąbało

Ja wywindowany.
Na dziewiąte.

Jak to się nazywało
i gdzie?
Reszta dalej normalnie,
jeden na czubku na obco-
wanie
z bóstwem.

Zobaczę teraz na swoim nowym punkcie w niebie z łóż-
kiem, czy to prawda.

Powiem wam od razu.
Prawda swoi pośrodku.
W miseczce.
Tknąć nosem, się rozleje.

W wierszu „Moje nowe miejsce” Miron opisuje przeprowadzkę do nowego mieszkania. Jak większość rzeczy w życiu Białoszewskiego, nie jest to zwyczajna zmiana adresu, tylko przesunięcie całej egzystencji. Pierwszy wers wskazuje, że nowa przestrzeń jest uznawana jako ta „poza miastem”. Następnie jest użyte ciekawe słowotwórstwo, tak charakterystyczne dla całej twórczości artysty – bohater jest „wywindowany” do mieszkania, które znajduje się wysoko na dziewiątym piętrze bloku. W dosłownym znaczeniu, wjeżdża on windą do nowego mieszkania. „Wywindowanie” można też odczytać jako oderwanie od dotychczasowego porządku życiowego – od zostawionego centrum życia po drugiej stronie miasta i przeniesienia się do mrówkowca. Jak dzisiaj wiadomo z biografii Mirona, wielu znajomych miało za złe, że poeta przeprowadził się daleko od centrum Warszawy, na drugą stronę Wisły. Utrudniło to znacznie codzienne dotychczasowe kontakty, które miały miejsce przy placu Dąbrowskiego. Wielu z nich twierdziło, że to właśnie Leszek Soliński powinien mieszkać na Lizbońskiej, a nie Miron.

W trzeciej strofie, zaczynając od słów „Jak to się nazywało / i gdzie?”, poeta próbuje nazwać to doświadczenie, zakwalifikować je jakoś do znanych kategorii, lecz nie ma ono gotowej nazwy, jest poza tradycyjnymi pojęciami. Kolejny wers pokazuje, że reszta życia toczy się dalej normalnie. W dalszej części, próbuje ironizować obrazem religijnego doświadczenia obcowania z Bogiem. W kulminacji wiersza, autor wskazuje, że prawda leży pośrodku. Mieszkając „na szczycie” w nowym miejscu, nie jest ani w niebie, ani na dole, prawda jest zwyczajna i nie należy używać nadinterpretacji zwykłego zjawiska przeprowadzki, jako coś duchowego. Łączy się to doskonale z poprzednim wierszem „Przewidzenie z lamentem„, gdzie trochę prześmiewczo Miron oświadcza, że po śmierci nie czeka go nic mistycznego, tylko „wypolerują go dymy Siekierek” (pobliskiej elektrociepłowni).

Zapalenie domów
po nocy
tych największych

zorza!
zorza!!
w szparze!

Jak ten pomost
do zapasowych snów, ja wiem
że to na przejścia
z nieczynnych wind

ten korytarz cienki
wychodzi na Siekierki,
schody na Bródno,
do mnie trafić trudno nietrudno,
nie wiem, zależy od rozgarnięcia
jak przy fruwaniu,
a fruwanie ja pływanie,
ryba do Mahometa,
Mahomet do góry.

Utwór „Zapalenie domów” prezentuje częsty motyw w twórczości poety, czyli obserwację otaczającego świata z góry. Patrząc nocą przez okno na „domy największe”, wydaje mu się, że „płoną” na tle ciemnego nieba. W dalszej części utworu, opisuje korytarz na ostatnim piętrze bloku, jako coś mistycznego, łączącego sen z jawą. Z okien tego korytarza widać Siekierki, a schody do niego prowadzące na drugą stronę bloku, gdzie znajduje się Bródno. Miron w ten sposób poetycko eksploruje miasto, łącząc codzienność z niezwykłością.

Lizbońska 2.

Przeniesienia

Ta nowa góra się uspokoiła
bo się trzęsła
„Sto lat”
ja zwożony w klatce na dół,
na most pod tureckie niebo
za most, kupuję,
wracam,
pachną, białe,
boją się ich, ja nie.
W ten liliowy czas
na płycie

zakonnice we wnęce po mnie
śpiewają
„In paradiiisum…”

To nowe mieszkanie
To jak kij w podświadomość

Poruszona.

Sny mnie oblazły
z szantażami
z zarzynaniem.

Idą dni.
Powoli się wyiskuję.

Moje sny świadczą o mnie,
phi.

Powyżej widzimy emocjonalny opis i stan psychiczny po przeprowadzeniu do nowego mieszkania. Tytułowy „kij w podświadomość”, pokazuje jak zmiana miejsca jest drażniąca, bolesna dla autora. Czuje się on poruszony, a życie w nowym miejscu wpływa na jego psychikę w taki sposób, że doświadcza dotkliwych snów, być może nawet koszmarów. Jednakże potem, gdy powoli mijają kolejne dni, uspakaja się i przyzwyczaja do nowej sytuacji życiowej. Na końcu utworu wręcz traktuje swoje przeżycia jako głupotę, o którą nie warto tyle się martwić.


MIESZKAM, CZEKAM
przychodzi
na nowy punkt
co raz
co dwa
kto?
ten duch.


Warszawa z dziewiątych schodów

zakołysana
jak wryta

na siebie, na siebie
mgli
na niebie
woła
cywilizacja
jest tam kto?
..ja..


Blok, ja w nim

-Ralla
la laa! – radio z babą
– uuu! – gdzieś dziecko

– Ralla
la laa! – baba
– uu! – dziecko

Ral
la la – baba
– uu – dziecko


-Ra
la la –
-u

oho
ucho mi zwariowało?

a to nie:
niedziela
rusza
trzymajcie się ludzie!


ZJEŻDŻAM, WJEŻDŻAM
i zagnieżdżam się
w budzie windy
tej blokowej matulińdy
tryńdyrydny

Blok, ja w nim” to świetny przykład zastosowania przez Mirona fonetycznych zapisów dźwięków i słowotwórstwa, o którym pisałem na początku. Narastające i dokuczliwe dźwięki, dochodzące z innych mieszkań – odgłosy radia, dzieci, ich rodziców, powodują „zwariowanie” ucha poety, który po chwili reflektuje się, że powodem wzmożonych hałasów jest dzień wolny – niedziela, więc sporo lokatorów jest w domu: „niedziela / rusza / trzymajta się ludzie!”, tym samym Miron kapitule i postanawia się ewakuować z mieszkania. Ostatnia strofa, rozpoczynająca się „ZJEŻDZAM, WJEŻDZAM”, mówi nam prawdopodobnie o tym, że miejscem schronienia okazała się winda, określana z uczuciem ciepła „matulińdą”, wydająca kojące dźwięki.


Cykl Słońce i ja

Na moim wysokim mieszkaniu
na tej mojej latarni
i na mnie w niej
blade szaro
tam się daje znać i stamtąd mnie
najraniej, raniej, rano
zamachają
światłocienie
za raz
za dwa
i słońce w ruch
i ja
i ludzie


JA
STRÓŻ
LATARNIK
NADAJĘ
Z MRÓWKOWCA


Nie zabłądźcie.

Bądźcie.

Mijajcie, mijajmy się,
ale nie omińmy.
Mińmy.


My!
Wy! co latacie
i jesteście popychani.

W utworach: „Wyrocznie, Wieszczownie W mrówkowcach„, „Na moim wysokim mieszkaniu” oraz „JA STRÓŻ LATARNIK NADAJĘ Z MRÓWKOWCA” powtarza się motyw bloku jako latarni. W ostatnim z wymienionych wierszy, Miron przybiera rolę stróża, latarnika, który z wysoka -„latarni” i „nadaje z mrókowca”, obserwuje osiedlowe życie. W wersie „Wy! co latacie”, wyraźnie pełni rolę pośrednika pomiędzy mieszkańcami bloku (my), a światem zewnętrznym. W utworze podmiot liryczny, apeluje do zabieganym mieszkańców, o nie pozostawanie w anonimowości wielkiego mrówkowca, lecz o utrzymanie swojej tożsamości: „Nie zabłądźcie. / Bądźcie.” i „Mijajcie, mijajmy się, / ale nie omińmy”, według niego zabiegani w codzienności ludzie, powinni się choć na chwilę zatrzymać i nawiązać ze sobą kontakt.

Tablica upamiętniająca Mirona, przy wejściu do bloku przy ul. Lizbońskiej 2. Poeta mieszkał w mieszkaniu nr 62. Na tablicy widnieje cytat z „Latarnika”: Mijajcie, mijajmy się, / ale nie omińmy.

ANIELA W MIASTECZKU FOLIGNO
W NOCY

stanęła w oknie
i zaczęła
„luudzie!
wstawajcie!
patrzcie!
ja grzesznica!…”
No i powstawali,
słuchali,
może kto i krzyknął
– wariatka!
to nic, uznali
ją za świętą.


Pewnie, że nie mieli radia,
telewizji,
bo niechbym ja tak teraz w nocy
na Chamowie między wieżowcami
z okna do okien
„ludzie, ja poeta,
ja grzeszny!…”
toby zaraz ten krzyk zabiły krzyki:
– do administracji!
– do administracji!
– radio w nocy każdy może!
– niech pan swoje grzechy schowa dla siebie
!

ILE RAZY SIĘ MIESZCZĘ
W TYM ILOŚCIOWCU
W MOIM POMIESZCZENIU?


Tak na dobre raz.

A i to nie, bo co i raz
wystaję
wyglądaniami
obawami
uniesieniami.

Lizbońska 2

Cykl Będą nas malowali

Nabrzęczeli
Ustawili.

Będą nas odnawiali
na rurach.

Potęga mrówkowca

Coraz wyżej rusztowania
coraz wyżej.

Kosmos w klatce!

Rusztowania
Zaskakują


Przewidywałem, że okno i klaty.
Wracam ze starego domu, otwieram,
a tu klaty, jedna klata we mgle
– pięknie!
– dobrze!

raniutko, nic nie widać we mgle,
trochę dwa domy, resztę tylko słychać,
ciepło, zanurzenie, zawieszenie,
czas na uwięzi, zabezpieczenie,
deski od góry chronią od nieba,
w tej klacie jak w osłonie,
jak za średniowiecza,
śmielej by się teraz stanęło
i krzyczało
„ludzie, ja grzesznik!”

W klatce, na klatce

W rusztowaniach gołąbki.
Gubią piórka.
Piórka nie opadają.

Baby dalej wywieszają
ścierki, ręczniki,
to co, że są w klatkach?

Wciąż początek dnia.
Brzdęk. Wyrzucam.
Wracam z zakrętu śmietnika.
Blady bladooki wchodzi
od schodów
– nie ma pan starych gazet?
Patrzę na niego
jak na dziwoświt
i dopiero mówię
– nie.


Cykl Trynkowanie Mrówkowca

Te niebiany
napadli
oknami, pomostami,
waleniami w rury

Leżę przyczajony
w dziurze muru
za parapetem winda
i latania

Łomot! Trzęsienia
szyby!

Ballada w śnie
Sen w rusztowaniach


Śniła mi się Gracja i
Gracja i
że ją mieli zabić ci

Ci czy ten?
Lu. mówi:

-On woli napisać o zabiciu Gracji niż ją ratować.
Więc latam, ratuję, szukam. Korytarze. Schody. Piętra.
Dom w rusztowaniach z rur.
– Jest!
Gracja. Stoi przy windzie
przy windzie.
Już bandyta się uśmiecha:
– Mają zabić inną, młodszą, na innych schodach.
– Lećmy szukać!
Deszcz.

Bandyci się wspinają.
wspinają.
W rusztowania dmuchają.
Nie widać ich. Jest rano. Pada. Szukamy.
Opadają krople z rur
krople z rur.
Coraz więcej we śnie dziur.
Jeszcze poszukajmy.
Szkoda latań, szkoda piór.
Wpadam w największą dziurę
przebudzony.


Wiersze z cyklu „Będą nas malowali” i „Trynkowanie Mrówkowca”, są chyba najlepiej ukazującymi zmagania Mirona z przykrymi i dotkliwie oddziałującymi na jego wrażliwość bodźcami. Pierwszy z nich zaczyna się od opisu stawiania rusztowań przy bloku, które sprowadzają się do dźwięków: „Nabrzęczeli – Ustawili”. Gdy robotnicy ustawili już rusztowanie – świat widoczny z okna poety, porównywany jest do „klaty”, ponieważ metalowe rury i deski zasłaniają widok. Gdy o poranku Miron wygląda przez okno, docenia równocześnie czas przed rozpoczęciem robót i związany z tym dźwiękowy spokój: „trochę dwa domy, resztę tylko słychać, / ciepło, zanurzenie, zawieszenie, / czas na uwięzi, zabezpieczenie,”.

W pierwszej części drugiego cyklu, znowu podmiot liryczny jest gwałtownie atakowany dźwiękami z zewnątrz: „Te niebiany napadli / oknami, pomostami, / waleniami w rury”. W dalszej części utworu widzimy, jak leży schowany na łóżku i tylko przygląda się robotnikom, którzy używają windy na rusztowaniu, a przez wykonywane prace słychać łomot, szyby się trzęsą – naruszany jest spokój domowy autora. Spokój ten jest tak naruszony, że burzy wewnętrzną równowagę poety i nawet we śnie jest nękany przez obce postacie z rusztowań, które „chcą zabić Grację”, co zawarte jest w kolejnej części cyklu. Imię nawiązuje do Gracji Kerényi – przyjaciółki poety, pochodzącej z Węgier poetki i badaczki polskiej literatury, która napisała książkę o twórczości Białoszewskiego. Miron wplótł więc do swojego utworu realną postać, która w jego wizji najprawdopodobniej podczas odwiedzin nowego mieszkania poety, jest w opisanym wyżej niebezpieczeństwie.


Puszczanie płyt w mrówkowcu.

kręć się kręć

zgrzypce

puk
tam?

tam


Sufit biega na obcasach
kłuje w uszy
ja leżę tu
nie napadniemy na siebie po kliktach
wykwity bytu
a i tak nas zamorduje
niebyt
jest może nie przyjemniejszy
bezpieczniejszy

Boże, dokończ im tę szafę
do sufitu nad sufitem!

Bo korzystają
i obijają, obijają,
prawda, że w subtelnościach,
ale ja mam uszy przebite
i co gorsze – mam ich w sobie
pełno.


Podniósłbym rękę
jak to Boże Dziecię
i błogosławił wszystkie wioski z miastami
które są pod moim oknem
i się przesypują
ale co z tego – skoro nade mną
tylko ci jedni
biją, pukają, rżną drzewo
jak ten Adam i Ewa
rano i wieczorem,
i chcę ich kochać, i nie mogę,
chcę być pod nimi
a muszę uciekać.

Aby ukoić swoje nerwy, poeta zwraca się do ukochanej muzyki i kładzie płytę na talerz gramofonu (wiersz „Puszczanie płyt w mrówkowcu„). Niestety po krótkim dźwięku klasycznej muzyki, rozlega się pukanie na suficie. Muzyka się deformuje – słychać „zgrzypce”, czar ukojenia prysł. W kolejnym etapie cyklu, wracamy do wcześniej wspomnianego motywu wiersza „Sufit biega na obcasach”, czyli konfliktu Mirona z sąsiedztwem z góry. Stopniowa irytacja, spowodowana chodzeniem na obcasach przez sąsiadkę, która „kłuje w uszy:”, narasta wraz z hałasem, powodowanym przez montaż mebli – obijanie, które „przebija” uszy, oraz „rżnięcie” drewna od rana do wieczora. Poeta w akcie rozpaczy zwraca się do istoty najwyższej – „Boże, dokończ im tę szafę”. Aby choć trochę zaznać spokoju, na końcu ucieka w świat, zjeżdżając windą na dół wieżowca.


Cykl Moce nocy


Na jedenastym piętrze
na korytarz
bezosobowy
ćwierćkilometrowy
wąziutki
świtkiem
wyłazi
glizda
blada,
bada

i się przesuwa
i nie
pełz
nie
pełz
nie

Powyższy korytarz, jest dla Mirona miejscem szczególnym w bloku. Dla przypomnienia, we wpisie o prozie Białoszewskiego – „Chamowo„, pisałem o samym rodzaju budynku. Blok przy Lizbońskiej 2 jest wysoki na 11 pięter i długi na 8 klatek. Mieszkania zajmowały 10 pięter, natomiast na ostatnim, ciągnął się długi korytarz, łączący dojścia do wszystkich klatek. Był to prozaiczny zabieg, umożliwiający skorzystanie z windy sąsiedniej klatki, jeżeli w jednej z nich, uległa by awarii. Miron szybko odkrył to miejsce i zaczęło mu służyć (szczególnie nocą) dla spacerów i obserwacji otoczenia. Oprócz powyższego utworu, korytarz lub odniesienia do niego, możemy dostrzec w wierszach: „KORYTARZ GÓRNY ZAPASOWY„, „Zapalenie domów„, „Wiersze baby z bloku„, „Napis na ścianie„.

Korytarz jest przez Mirona ukazywany jako mistyczny: „Jak ten pomost / do zapasowych snów, / ja wiem że to na przejścia / z nieczynnych wind”, a wręcz nadawane są mu ludzkie rysy: „więc kołyskowy / dziecko bloku / (…) / i ono słucha”; „korytarz szedł tyłem / na mnie wpadł”. W lirycznej twórczości Białoszewskiego, widać również odbicia rzeczywistości – korytarz jest miejscem spotkań mieszkańców, czasem spożywany jest tam alkohol, ktoś umieszcza napisy na ścianach.

Lizbońska 2


Cykl Zima blokowa

BABODRZWI

piii trrr
niepokoją
oj ją
oj ją
tak z nade mnie gdzieś wywieźć

W powyższym wierszu, otwierającym cykl „Zima blokowa„, dokuczliwe dla Mirona dźwięki, prowadzą do utożsamienia ich z ludźmi, którzy są ich źródłem i jednocześnie do uprzedmiotowienia tych ludzi: „pii trr / niepokoją”, w domyśle nie dźwięki, lecz sąsiadka, którą autor ma przez to ochotę wyrzucić z jej mieszkania.

TUZIEMCY

w górach betonu
przeludnień
padniemy
i odgnieceni staniemy
plastikowaci
u łaskawych znalazców.


Cykl Korytarzowiec

KORYTARZ GÓRNY
ZAPASOWY
więc kołyskowy
dziecko bloku
w zawieje
osiem wylotów klatek
jak osiem matek
mu pieje
dmuch pcha
i to słychać
i ono słucha

Napis na ścianie

„Piłem
byłem
plus minus
korytarz szedł tyłem
na mnie wpadł
oj – dynus!’

Cykl Wiersze baby z bloku

Ja czarownica? – dobrze


Ja baba z bloku
Mam blok na oku.
Wystarczy ruch rzęs:
i blok rozchrzaniony jest!

Spięcie

Stałam pod blokiem
Szła baba z kokiem,
Zmierzyłyśmy się oczami
i futrami
Zjeżyłyśmy i cofłyśmy.

Ja do niego

– Podsłuchują nas przez wentylator
Już ja wiem.
Nocą.
Nie mają po co.


Podjęcie

Widzę że ma dyżur
Pani Telewizór
Obie dziś dziś mamy pralnię,
Urządzę jej zagłuszalnię
Oraz katarzis

Miron Białoszewski poświęcił cały cykl „Wiersze baby z bloku” na opisanie codziennego życia w wielkim mrówkowcu. Za pomocą językowym eksperymentów i blokowego realizmu oddaje z humorem pewną rzeczywistość, gdzie tytułowa „baba z bloku” symbolizuje specyficzną mentalność. Utwory z tego cyklu są krótkie i każdy z nich, przedstawia jakąś sytuację. W „Ja czarownica? – dobrze„, jest obserwatorką innych mieszkańców w bloku, nic nie umknie jej uwadze. Kto z nas nie posiadał w bloku, takiej „obserwatorki” np. poprzez okno? W „Spięciu” widoczny jest bezsłowny konflikt między dwiema sąsiadkami. W dużym budynku mieszka wielu ludzi o wielu osobowościach, gdzie czasami powstają jakieś konflikty, które wynikają czasami z niczego. „Ja do niego” opisuje sytuację przenoszenia się dźwięków pomiędzy mieszkaniami, za pomocą wentylacji. W „Podjęciu” głośne dźwięki telewizora, słychać w drugim mieszkaniu. W kolejnych utworach cyklu: „Prze…” i „Wró…” jesteśmy świadkiem pijackich awantur w bloku. „Co się stałoż” przedstawia przestrzeń blokowiska – „blok w blok / pięćset bab z dziećmi / z psami / patrzy na siebie” – na ogromnej powierzchni żyje duża liczba ludzi, którzy widzą się nawzajem np. patrząc ze swoich okien na blok naprzeciwko. Wiersz „Mrówki blokówki” można potraktować dwojako – tytułowymi owadami są albo mrówki faraona, które były powszechną plagą w czasach PRL w dużych skupiskach blokowiska (a dzisiaj też się zdarzają) lub określenie to odnosi się do samych mieszkańców mrówkowca. W obu przypadkach, ich nagłe zniknięcie powoduje niepokój u podmiotu lirycznego, nie wie, czy jest to dobra wiadomość. Utwór o takiej samej nazwie jak cały cykl, jest monologiem „baby z bloku”. Wypowiada się ona z jakiegoś miejsca w bloku, być może windy? Jednocześnie uczestniczy, obserwuje i komentuje zdarzenia, uważa się za „blokowego Sfinksa”. W tym wierszu przestrzeń bloku jest miejscem ciągłej obserwacji, plotek, miejscem w którym wszyscy się widzą i słyszą. Utwór ten jest jednocześnie podsumowaniem wcześniejszych motywów z całego cyklu.


Prze…

Przegnałam go,
bo mu schło,
pił, piał

Płaczę, bo czco?

Stempluję karty denty
styczne do renty
chałupniczo
w bloku, akuku!
w drugim.


Wró…

Wrócił niby po rzeczy,
z nim pijak sobowtór.
Ja
– tfu!
Chcą mnie bić.
Ja do drzwi
– ratunku
znikli mi.


Co się stałoż?

Przestało padać
po ziemi i niebie

do okien!

blok w blok
pięćset bab z dziećmi
z psami
patrzy na siebie

tak, o Panie

świećmy
piętrami
nad swoimi duszami
swoimi duszami

Mrówki blokówki

Znikły
Wszystkie
Co to znaczy?
To gorzej czy lepiej?
Dla wszystkiego
ratuj sia! kto może
i czego się da
się czepiaj!


Wiersze baby z bloku

Winda
Piętro?
Kto gdzie z kim?
Przechodniu
zadrzyj głowę
do głowy w tym oknie.
Do niej trzeba zgadywać
ona ci odszczeknie.
Podejdź, nie żałuj kroku,
nie zgadniesz, rzuci się ona;
a ona to ja
Sfinks bloku.


Dalekie grzmoty.
Niebo w papiloty.

Zrobiłam wieczór autorski
na korytarzu.
Na drugi dzień ta czedźącza

zaczęła tworzyć od razu.

Po niej dwie z parteru.
Jestem wzburzona.
Wszędzie słychać
„i ja potrafię”
Mają wprowadzić blokową
wierszo – terapię.

Wiersz baby z bloku

Winda windzie
z udźwigu nie wyjdzie

Wiersz baby z drugiego bloku

Winda windzie
Liny nie przegryzie

Cykl Nowa wiosenna słabocha
czyli
wiersze antywiosenne


3 kwietnia

biernie
wynurzam się z bloku
na goły chodnik

blada wiosna
przezroczysta

jestem stare palto!
pręd-ko do swojego bunkra
na dziewiąte piętro

W powyższym utworze Białoszewski polemizuje z tradycyjnym symbolem wiosny, jako odrodzenia i nowego życia, po okresie zimy. Podmiot liryczny wychodzi bez energii z bloku, niechętnie nastawiony do świata zewnętrznego. Z poziomu chodnika widzi wiosnę „przezroczystą i bladą”, nie widać jeszcze oznak zieleni, prawdopodobnie nie świeci słońce. Utożsamia siebie ze „starym paltem”, co podkreśla jego zmęczenie i nieprzystosowanie do nowej pory, co kończy się ucieczką do swojego mieszkania na 9 piętrze. Określane jest jako „bunkier” – co symbolizuje bezpieczne miejsce, które chroni przed światem zewnętrznym.

Cykl Podfruwaje

Rano nago wychylił się
po butelkę z mlekiem
drzwi trzask
on na schodach
czyjeś kroki
on do sąsiadki
a tu nadchodzi jej mąż
awantura

W ostatnim wierszu wpisu, pochodzącym z cyklu „Podfruwaje„, widzimy zwyczajną czynność – wzięcie butelki mleka spod drzwi, która prowadzi do niekontrolowanego ciągu zdarzeń, gdzie absurd miesza się z dramatem. Goły mężczyzna sięga po butelkę, trzaskają drzwi, być może chodzi o to, że mężczyzna zostaje odcięty od swojego mieszkania, nie może do niego wrócić, słychać czyjeś kroki na korytarzu, więc w panice próbuje ukryć się u któregoś z sąsiadów, a pechowo trafia na kobietę, której to kroki męża akurat było słychać i zastając nagiego mężczyznę przed swoimi drzwiami, nastaje awantura.

Jak podoba się wam liryczna strona twórczości Mirona Białoszewskiego? Powyższy wybór wierszy, dotyczący doświadczeń, związanych z mieszkaniem przy Lizbońskiej 2 jest oczywiście subiektywny i na pewno znajdzie się więcej utworów z tym związanych. Również przedstawione wyżej analizy, interpretacje, poszczególnych utworów są moją subiektywną twórczością. Dlatego, jeśli ten wpis zachęcił Was do zapoznania się z twórczością tego nieoczywistego poety, pisarza, twórcy, to zachęcam Was do samodzielnego odkrywania przesłań liryki Mirona. Wiadome jest to, że ile ludzi – tyle interpretacji.

Źródła: Miron Białoszewski Sprawdzone sobą, Wybór wierszy. Warszawa 2008; Odczepić się i inne wiersze opublikowane w latach 1976-1980, Warszawa 1994; Romuald Cudak Czytając Białoszewskiego, Katowice 1999; Stanisław Burkot Miron Białoszewski, Warszawa 1992; Miron Białoszewski Tajny dziennik, Warszawa 2012.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *