Gdański socrealizm w ruinie. Historia Morskiego Domu Kultury w Nowym Porcie
Gdańska dzielnica Nowy Port od lat kojarzy się z przemysłem morskim, miejscem zamieszkania pracowników portu oraz stoczni, architekturą, która w odróżnieniu od wielu miejsc miasta przetrwała wojnę. Leżąca na uboczu, przez wiele lat trochę zapomniana, w ciągu ostatnich lat poddawana stopniowej rewitalizacji. Obecnie Miasto Gdańsk będzie ją kontynuowało w formule Partnerstwa Publiczno-Prywatnego z firmą deweloperską. Obszerny plan przewidziany do realizacji w ciągu ponad dekady o wartości blisko 1,3 miliarda złotych, w zdecydowany sposób zmieni charakter tego miejsca – czas pokaże w jakim kierunku. Są to dzieje najnowsze, cofnijmy się do przeszłości, aby opowiedzieć historię Morskiego Domu Kultury w Gdańsku.
Nowy Port po wojnie: zrujnowana przestrzeń i potrzeba robotniczej kultury
Powojenny Nowy Port jawił się jako przestrzeń mocno zaniedbana, zdominowana przez cieszące się złą sławą portowe spelunki, gdzie lepiej było się nie zapuszczać, a zdecydowanie brakowało jakiejkolwiek alternatywy dla życia kulturalnego. W tej próżni marzenia o kulturze wyprzedziły oficjalną myśl urbanistyczną. Inicjatywa powołania społecznego Komitetu Budowy Domu Kultury przez samych robotników portowych była dowodem na to, że potrzeba zmiany istniała u podstaw, zanim jeszcze została ujęta w rygory państwowej doktryny. To pragnienie humanizacji przestrzeni robotniczej doprowadziło do wyboru miejsca budowy, której historia stała się fundamentem nowej powojennej rzeczywistości.
Komitet uzyskał działkę budowlaną położoną na skraju ówczesnej zabudowy mieszkaniowej dzisiejszego Nowego Portu. W tym miejscu należy nadmienić, że w latach 1947-1954 w skład dzielnicy Nowy Port wchodziły: Nowy Port, Brzeźno, Letniewo (obecnie Letnica), Siemień (obecnie Młyniska), Wisłoujście. Następnie Gdańsk uchwałą nr 669 Prezydium Rządu z dnia 7 października 1954 r. został podzielony na 3 dzielnice: Śródmieście, Wrzeszcz i Portową. W skład tej ostatniej z wyżej wymienionych, weszły jeszcze Stogi.
Lokalizacja ta stanowiła geometryczny środek szerszego zespołu ww. dzielnic portowych, w sąsiedztwie cmentarza, który miał zostać zlikwidowany na rzecz utworzenia nowego parku kultury (nie został). Ten wybór, choć kontrowersyjny z punktu widzenia tradycji, doskonale wpisywał się w socjalistyczną ideę „tworzenia nowego na gruzach starego”. Niezwykle istotnym elementem genezy budynku był proces gromadzenia materiałów. W ramach czynu społecznego robotnicy zwozili na teren budowy cegłę rozbiórkową wydobytą z gdańskich ruin. Prace budowlane rozpoczęły się przed ostatecznym zatwierdzeniem planów architektonicznych. Jednak należy zaznaczyć, że wizja oddolnej inicjatywy społecznej, mającej na celu budowę Morskiego Domu Kultury, jest najprawdopodobniej dziełem oficjalnej propagandy ówczesnego systemu.
Od okrętowego modernizmu do socrealizmu: zmiana projektu MDK w Gdańsku
Pierwotne plany budowy placówki kulturalnej na działce u zbiegu ulic Marynarki Polskiej i Wolności powstały już w roku 1947. Dwa lata później, zlecono opracowanie konkretnego projektu miejscowemu architektowi Adamowi Kühnelowi. Jego praca zakładała wzniesienie silnie rozczłonkowanej bryły, której ostateczny kształt wynikał bezpośrednio z pełnionych funkcji poszczególnych partii gmachu. Architekt zaproponował konstrukcję o lekkim, nowoczesnym wyrazie, wzbogaconą subtelnymi nawiązaniami do stylistyki okrętowej. W projekcie pojawiły się np. okrągłe okna przypominające bulaje oraz rozległe tarasy w formie mostków kapitańskich. Nawet rzut sali z góry, przypominał żagiel okrętowy. Koncepcja domu kultury w Nowym Porcie wg Adama Kühnela czerpała z tradycji modernizmu i funkcjonalizmu. Traf jednak chciał, że w tym samym roku, co powierzono mu zaprojektowanie obiektu, w PRL ogłoszono obowiązywanie doktryny socrealizmu.

Nowa ideologia narzuciła rygorystyczne wymagania dotyczące relacji między formą architektoniczną a jej odbiorcami. Architektura miała stać się bezpośrednim narzędziem państwa w procesie indoktrynacji oraz formowania nowej tożsamości robotniczej. Zgodnie z oficjalną zasadą: „architektura socjalistyczna w treści i narodowa w formie”, budowle użyteczności publicznej miały emanować potęgą i stabilnością państwa ludowego, odwołując się przy tym do tradycyjnych motywów historycznych przyjaznych i łatwo zrozumiałych dla społeczeństwa.

Odebrano projekt Kühnelowi na rzecz arch. Witolda Rakowskiego. Początkowo decyzją władz Kühnel miał asystować przy tworzeniu nowego projektu, jednakże szybko go odsunięto, a Rakowski zaczął pracować sam. Budynek w szkicach Rakowskiego zyskał cechy charakterystyczne dla socrealizmu: monumentalizm, symetrię, osiowy układ funkcjonalny i klasycyzujące zdobienia. Budynek został oparty na rzucie prostokąta, usadowiono go na wysokim na cokole o wysokości jednego piętra, na który prowadziły szerokie schody. Elewacja frontowa otrzymała symetryczną kompozycję z regularnym rytmem okien, portfenetrami na trzecim poziomie osi środkowej oraz dwoma latarniami flankującymi wejście główne, przy których powstały wysunięte tarasy, ozdobione balustradą. Główne,reprezentacyjne wejście do gmachu znalazło się na poziomie pierwszego piętra, podczas gdy parter pełnił funkcje bardziej użytkowe i gospodarcze. Wysokość budynku wyniosła 3 kondygnacje. MDK uzyskał zwartą i symetryczną bryłę o wyrazistych cechach architektury reprezentacyjnej.

Architektura i wnętrza Morskiego Domu Kultury: lastryko, ceramika i propaganda
Największym wyzwaniem dla Witolda Rakowskiego było harmonijne wpisanie w ograniczoną kubaturę budynku dwóch olbrzymich przestrzeni widowiskowych: dwukondygnacyjnej sali kinowej na 296 miejsc oraz zlokalizowanej nad nią sali widowiskowej (teatralnej) z balkonem dla 400 widzów. Aby ukryć monumentalną wysokość wymaganą przez te dwie sale i zapobiec wrażeniu przytłoczenia otoczenia, architekt zastosował genialny zabieg kompozycyjny. Podzielił gmach na kilka ustawionych na sobie, cofających się ku górze modułów. To tarasowe ukształtowanie bryły sprawiło, że potężny gmach optycznie przypominał elegancki, piętrowy pałacyk, chociaż łączna kubatura Morskiego Domu Kultury na papierze wyniosła ponad 25 tys. metrów sześciennych. Co ciekawe, przez kilka lat po otwarciu elewację „zdobiła” surowa cegła, co widać na zdjęciach z lat 50-tych, dopiero na początku kolejnej dekady ją dokończono.

Główne wejście prowadziło do centralnego westybulu na pierwszym piętrze, skąd goście mogli udać się do zespołu bibliotecznego z dwiema czytelniami po stronie północnej, eleganckiej
kawiarni po stronie południowej oraz licznych salek warsztatowych. Na drugim piętrze dominowało foyer, przez które wchodziło się do monumentalnej sali widowiskowej. Parter budynku mieścił oddzielne wejście do kina (któremu nadano nazwę „1 Maja”), szatnie, a także kompleks sportowy z salą gimnastyczną i salą rytmiki.

Zgodnie z wymogami realizmu socjalistycznego, gmach Morskiego Domu Kultury musiał zyskać niezwykle bogaty, prestiżowy wystrój wnętrz, który legitymizowałby jego miano „Pałacu Robotniczego”. Do wykończenia pomieszczeń użyto szlachetnych materiałów: posadzki wyłożono lastrykiem z geometrycznymi podziałami, a filary i balustrady klatek schodowych obłożono specjalnie zamówionymi w lokalnych zakładach płytkami ceramicznymi o geometrycznych wzorach. W westybulu i korytarzach wisiały misterne, kute żyrandole, a pod sufitem podwieszono imponujący, szczegółowy model historycznego żaglowca (również z metalu), który od progu budował tożsamość morską placówki.

Najbardziej spektakularnym elementem wystroju foyer były dekoracje malarskie. Wykonanie pierwotnych malowideł ściennych powierzono wybitnemu małżeństwu artystów plastyków: Władysławie i Bolesławowi Rogińskim, którzy przybyli do Gdańska z Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie. Ich prace przedstawiały sceny z codziennego, powojennego życia robotników na Wybrzeżu, idealnie wpisując się w nurt zaangażowanego społecznie malarstwa socrealistycznego. Niestety, w latach sześćdziesiątych, najpewniej w związku ze zmianą klimatu politycznego po odwilży, malowidła te zostały całkowicie przemalowane. Nowe, zachowane do dziś kompozycje zyskały charakter historyczno-porównawczy. Na północnej ścianie ukazano
historyczny port gdański z Motławą pełną żaglówek, Żurawiem i zabytkowym Gdańskiem, natomiast na południowej ścianie – port współczesny, pełen nowoczesnych statków towarowych i potężnych dźwigów stoczniowych, ukazując Polskę Ludową jako prawowitego spadkobiercę morskiej chwały miasta.

Szczególną rolę propagandową odgrywała główna sala widowiskowa. Jej reprezentacyjny charakter podkreślono klasycyzującym wystrojem ze zdwojonymi pilastrami, kontrastującymi z ciemną, ciężką kurtyną. Całość kompozycji scenicznej podporządkowano jednak jednemu, kluczowemu elementowi ideologicznemu: bezpośrednio nad sceną umieszczono monumentalny, złocony napis z cytatem z Konstytucji PRL: „Obywatele Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej mają prawo do korzystania ze zdobyczy kultury i do twórczego udziału w rozwoju kultury narodowej”. Uzupełnieniem bogatego programu plastycznego budynku były rzeźby i wyroby rzemiosła artystycznego, w tym kute żelazne kinkiety, ozdobne kraty oraz ceramiczne popielnice na kutych stojakach ozdobione tradycyjnymi wzorami kaszubskimi, wykonane pod kierunkiem Leona Nedla.

Morski Dom Kultury w krzywym zwierciadle: zachwyt prasy a surowa krytyka architektów
Budowa Morskiego Domu Kultury trwała w latach 1951-1954. W niedzielę 7 listopada 1954 r. o godzinie 16.00 uroczyście otwarto Morski Dom Kultury Związku Zawodowego Pracowników Żeglugi przy Zarządzie Portu Gdańsk, jak oficjalnie nazwano obiekt w prasie. Była to data szczególna w czasach PRL – rocznica Rewolucji Październikowej (różnica w miesiącach wynika z kalendarza juliańskiego, który obowiązywał w Rosji w 1917 roku, bolszewicki przewrót wydarzył się 25 października, a po jego zmianie na gregoriański, daty przesunęły się o 13 dni). Święto to w Polsce Ludowej traktowano na równi z państwowymi obchodami 22 lipca, więc w tych dniach, starano się dokonywać wszelakich otwarć i oddawania do użytku nowo zbudowanych obiektów.

Nie inaczej było z MDK, obchodom nadano pompy – do przecięcia symbolicznej wstęgi wybrano dźwigowego z Portu Gdańskiego Tadeusza Znamierowskiego, który był przodownikiem pracy. Wybór w tamtych czasach nie był przypadkowy z propagandowego punktu widzenia. W propagandzie lat 50-tych, taki akt miał sugerować, że robotnik jest faktycznym gospodarzem kraju. W numerze Dziennika Bałtyckiego z 9 listopada 1954 r. propagandowo podkreślano zobowiązanie budowniczych obiektu, do jego ukończenia w terminie: A więc obietnicy dotrzymali. Jeszcze dwa miesiące temu wydawało się prawie niemożliwe, aby do dnia 7 bm., rocznicy Rewolucji Październikowej, ukończyć wszystkie prace. Pracownicy Morskiego Domu Kultury postanowili jednak: wobec całej załogi portu gdańskiego, wobec wszystkich mieszkańców Nowego. Portu, zaciągamy zobowiązanie, że w dniu rocznicy Wielkiej Rewolucji dom nasz zostanie otwarty. W artykule podkreślano, że już prawie dwa miesiące przed otwarciem utworzono orkiestrę Domu Kultury, która uświetniła otwarcie obiektu. W dalszej części artykułu opisano zwiedzanie MDK po zakończeniu występów artystycznych. Nie szczędzono tu pochwał poszczególnym wnętrzom i wyposażeniu, wśród których znaleźć się miał olbrzymi model statku „Batory”. Podkreślano liczny zbiór biblioteczny, wynoszący blisko 9 tys. tomów. Krótko mówiąc – można było żałować, że nie jest się mieszkańcem Nowego Portu, które to słowa zresztą padają w tekście.

Drugi najpopularniejszy dziennik Trójmiasta – Głos Wybrzeża, w numerze z dnia 8 listopada 1954 r., z kolei skupił się na wymiarze ideologicznym tego wydarzenia. W pierwszym zdaniu artykułu podkreślana jest ofiarność mieszkańców Gdańska na rzecz odbudowy stolicy kraju, która to odwdzięcza się właśnie dotacją na budowę MDK – w środku umieszczono tablicę z tej okazji z napisem: Morski Dom Kultury powstał z dotacji Naczelnej Rady Budowy Warszawy i Ministerstwa Kultury i Sztuki. Jest on trwałym pomnikiem ofiarności mieszkańców województwa gdańskiego na rzecz budowy stolicy. W dalszej części artykułu wymienieni są partyjni oficjele (tej części również nie zabrakło w Dzienniku Bałtyckim), biorący udział w wydarzeniu. Oczywiście tak jak w Dzienniku Bałtyckim, podkreślony jest fakt otwarcia przez przodownika pracy. Podkreślane są udane wnętrza obiektu oraz wspaniałe wyposażenie biblioteki. Powyższa narracja w sposób modelowy wykorzystuje sukces inwestycyjny do uwiarygodnienia haseł Frontu Narodowego (masowa organizacja społeczno-polityczna w PRL), co dobitnie obrazuje hasło nad tytułem artykułu: „Realizuje się program Frontu Narodowego”.

Tak wyglądała pochwała Morskiego Domu Kultury w dniu jego otwarcia. Jednakże już w następnym roku, w kwietniowym numerze magazynu Architektura, Janusz Kowalski zrecenzował obiekt w sposób krytyczny. Jego główne zarzuty odnosiły się do układu projektowego oraz marnotrawstwa przestrzeni. Swoją krytykę rozpoczyna od tego, że sala gimnastyczna jest umieszczona z boku budynku, zamiast jako jedno z najważniejszych pomieszczeń po sali widowiskowej i kinowej, znajdować się z nimi w jednej osi. Według niego, zmarnowano przestrzeń za sceną na małe pomieszczenia, które to właśnie mogłyby znajdować się po bokach projektu gmachu. W jego ocenie uniemożliwiło to również poprowadzenie jednego korytarza, prowadzącego naokoło do wszystkich pomieszczeń – nazywa to nawet „nieszczerością konstrukcyjną”.

W stosunku do umieszczenia MDK na 1-kondygnacyjnym cokole, stosuje zarzut, iż przy oglądaniu budynku z bliska, wysiadając przed nim na przystanku tramwajowym, cokół go pomniejsza i bryła obiektu się nie wyróżnia. Broni ten fakt tym, że Dom Kultury jest przewidziany w osi widokowej z nowej reprezentacyjnej ulicy Wilków Morskich, która ma dopiero powstać (więcej o tym w dalszej części wpisu). Dalej Kowalski krytykuje rozmieszczenie portfenetrów, co według niego skutkuje „osłabieniem monumentalności elewacji”.

Autor artykułu przechodzi do dalszej krytyki (czy coś w ogóle mu się podobało w Morskim Domu Kultury?), tym razem skupia się na wnętrzach poszczególnych pomieszczeń. Od razu „przeskakuje” na drugie piętro, gdzie według niego westybul ma za niski sufit, a oświetlenie jest „pudłami” niepasującymi do pomieszczenia. Kute świeczniki według niego są rozmieszczone nie w tych miejscach co powinny. Na szczęście uznaje, że człowiek czuje się dobrze w tym wnętrzu i doznaje wrażenia ciepła, dzięki naturalności wyposażenia wnętrza – głównie dzięki ceramice. Podobne pierwsze wrażenie ma w kawiarni, którą zaraz potem krytykuje m.in. za niewłaściwe i „prymitywne” tkaniny oraz (znowu) za niski strop.

Dalej przechodzi do części bibliotecznej. Jest ona podzielona funkcjonalnie na czytelnie naukowo-techniczną i ogólną, które przedzielone są pomieszczeniem składnicy książek. Kowalski nie ma zastrzeżeń do ich wystroju i wyposażenia, jednak uważa, że te pomieszczenia są za małe na potrzeby użytkowników oraz wielkości księgozbioru, który w momencie otwarcia posiada już blisko 8 tys. woluminów, a będzie się powiększał z czasem. W tym miejscu ma rację, ponieważ w projekcie biblioteka miała mieć powierzchnię 153 m2, natomiast po realizacji uzyskała tylko 80 m2. Aby ratować sytuację, kierownictwo MDK zdecydowało się przenieść część księgozbioru do jeszcze niewykończonej szatni kobiecej (powiązanej projektowo z salą gimnastyczną piętro niżej). Rodzi to z kolei problem, gdzie ulokować szatnię… która powstanie w miejscu sali rytmiki, ponieważ owa sala jest za mała na potrzeby ćwiczeń rytmicznych.

Kowalski nie zostawia suchej nitki na sali gimnastycznej, która nie dość że jest zbyt mała (liczy tylko 100 m2), to jeszcze dwa wystające słupy zwężają jej szerokość. Dodatkowo wbija szpilkę, argumentując tym, że wychodzące z sali ćwiczeń okna na taras, „przyciągną gapiów w czasie ćwiczeń dziewcząt”. Ogólnie pod koniec tekstu o sali, postuluje budowę osobnego obiektu sportowego na terenie Nowego Portu, gdyż opisywana sala, nadaje się jedynie na ćwiczenia rytmiki.

W dalszej krytyce, baty dostaje zespół kinowy: hall kasowy (90 m2) jest niepotrzebnie przewymiarowany (projekt zakładał połowę). W widowni kina problemem jest hałas projektorów przenikający przez zbyt nisko osadzone okienka operatorni. Krytycznym błędem bezpieczeństwa według Kowalskiego jest usytuowanie wyjścia zapasowego tuż obok operatorni – w razie ewakuacji potok ludzi kierowany jest „w stronę ewentualnego pożaru”.

W temacie foyer i sali widowiskowej: foyer zdobią malowidła braci Rogińskich, które ocenione są pozytywnie, lecz negatywnie oceniono metalową kratę zamiast balustrady przy schodach na balkon. Sala widowiskowa razi niespójnością: ceramiczne pilastry z dziwnym „porządkiem architektonicznym” kolidują z nowoczesnym „pudłem” balkonu wysuniętym ze ściany tylnej. Scena jest za mała, zbyt niska i pozbawiona kieszeni bocznych, co drastycznie ogranicza możliwości techniczne teatru.

Oceniając ogólną estetykę wnętrz, autor zwraca uwagę na nonsensy w nadmiernym stosowaniu ceramiki: gani osadzanie jej ciężkich elementów w cienkich drewnianych ramach, które wyginały się pod jej ciężarem, jako przykład podaje ceramiczne kratki maskujące grzejniki w sali widowiskowej. Zwraca uwagę na zaniedbanie projektu świateł bezpieczeństwa: architekci zapomnieli zaprojektować oprawy oświetlenia ewakuacyjnego, przez co elektrycy zainstalowali zwykłe kule stosowane w pomieszczeniach sanitarnych tuż obok kunsztownych, kutych kinkietów. Wisienką na torcie są psujące elewację poprawki funkcjonalne: wybicie w trakcie budowy małych drzwi ewakuacyjnych dla kinotechników w ścianie wschodniej, co obniżyło walory estetyczne planowanej reprezentacyjnej elewacji budynku.

Rozbieżność między entuzjastycznymi relacjami w prasie codziennej z listopada 1954 roku a krytyczną analizą Janusza Kowalskiego opublikowaną w kwietniu 1955 roku wynika z zupełnie odmiennego celu publikacji, innego punktu widzenia autorów oraz momentu, w którym oceniano obiekt. Artykuły prasowe powstały w kontekście oficjalnego otwarcia gmachu w dniach 7-9 listopada 1954 roku, ściśle powiązanego z obchodami 37 rocznicy Rewolucji Październikowej. Ich celem było wyeksponowanie sukcesu społeczno-politycznego, realizacji obietnic programu Frontu Narodowego oraz oddolnego zrywu robotników portowych. Dziennikarze skupiali się na uroczystej oprawie, podziwianiu przepychu i wykończenia wnętrz (chodniki, kute kandelabry, akwaria, duży model „Batorego”, komfortowe fotele). Natomiast Janusz Kowalski pisał tekst dla profesjonalnego środowiska architektów i urbanistów. Jako krytyk architektoniczny nie oceniał oprawy uroczystości, lecz dokonał rozbioru założeń projektowych, układu przestrzennego i proporcji. Należy również dodać, że na pewno na krytyczną ocenę wpłynął fakt, że w roku 1955 doktryna socrealizmu zmierzała ku końcowi – rok później na mocy odwilży październikowej całkowicie ją odwołano. Krótko mówiąc, po prostu można było już krytykować jego wytwory, co byłoby nie do pomyślenia w epoce stalinizmu.
Złote lata gdańskiego Pałacu: narodziny Teatru Muzycznego i Jarmark Portowy
Pomimo opisywanych wad, MDK stał się tętniącym życiem centrum kulturalnym Nowego Portu i Gdańska. Początkowo Instytucja miała problemy finansowe, przez co np. orkiestra, która grała na uroczystym otwarciu obiektu, została rozwiązana. Jednakże z każdym rokiem Dom Kultury zyskiwał popularność, dzięki czemu oferta placówki stawała się coraz bogatsza i oferowała zajęcia dla każdej grupy wiekowej. W gmachu działały liczne amatorskie sekcje zainteresowań: teatralna, recytatorska, fotograficzna oraz dziecięcy zespół taneczny. W sekcji modelarskiej młodzież budowała nawet prawdziwe łodzie miniaturowe.
Ważnym momentem w historii kulturalnej Wybrzeża, były narodziny Teatru Muzycznego. To właśnie w Morskim Domu Kultury, zaczęła się jego działalność i był on jego początkową siedzibą. 18 maja 1958 r. odbyła się premiera operetki „Bal w operze” w reżyserii Danuty Baduszkowej, późniejszej patronki Teatru. Po drugiej premierze w historii TM – operetki „Orfeusz w piekle”, która odbyła się 6 sierpnia 1958 r. na deskach MDK, Instytucja została przeniesiona do Gdyni, gdzie znajduje się do dzisiaj, w znanym budynku autorstwa gdańskiego architekta Daniela Olędzkiego (jego żona Danuta Olędzka również była architektem i zaprojektowała m.in. falowiec w Gdańsku).
Chociaż słynne Gdańskie Studium Piosenki zostało założone w legendarnym klubie muzyczno-rozrywkowym Rudy Kot, który mieścił się przy ul. Garncarskiej w Gdańsku, to zaliczyło ono serię przeprowadzek, aż w końcu znalazło siedzibę w Nowym Porcie. Studium zostało powołane, aby kształcić na Wybrzeżu lokalnych, profesjonalnych wokalistów estrady. I można powiedzieć, że spełniło swoje zadanie: pierwsze szlify muzyczne w Morskim Domu Kultury zdobywała m.in. Irena Jarocka, czy też Grażyna Łobaszewska. Od 1977 roku placówka organizowała również cykliczną Portową Wiosnę Kulturalną, będącą przeglądem dorobku artystycznego mieszkańców.

Najważniejszym i najbardziej wyczekiwanym wydarzeniem plenerowym stał się jednak, zapoczątkowany w 1982 roku, Jarmark Portowy. Ta całodzienna zabawa, odbywająca się na tarasach i galeriach gmachu, gromadziła tysiące Gdańszczan wokół straganów z rękodziełem, wystaw malarstwa amatorskiego i koncertów, stanowiąc unikalny pokaz integracji społeczności dzielnicowej.

Prywatyzacja i upadek zabytku. Kto doprowadził Morski Dom Kultury do ruiny?
Polski kryzys lat 80-tych i przemiany ustrojowe początku lat 90-tych, wpłynęły negatywnie na funkcjonowanie Morskiego Domu Kultury. Właściciel, Zarząd Portu Gdańskiego w czasach gospodarki wolnorynkowej, nie mógł już sobie pozwolić na dalsze finansowanie dużego obiektu i podjął decyzję o dzierżawie pomieszczeń prywatnym podmiotom, a następnie sprzedaży całego obiektu. Skończyła się era funkcjonowania MDK jako oficjalnej instytucji kultury. Decyzja ta wywołała głęboki sprzeciw mieszkańców, którzy w grudniu 1992 roku założyli Towarzystwo Morskiego Domu Kultury w Gdańsku (działa do dzisiaj), podejmując wieloletnie, choć niestety bezskuteczne starania o odzyskanie gmachu na cele publiczne i kulturalne. W nowej rzeczywistości gospodarczej budynek zaczął pełnić różnorodne funkcje komercyjne. We wczesnych latach 90-tych gmach stał się miejscem prób legendarnych gdańskich zespołów rockowych: Illusion oraz Golden Life. Przez wiele lat aż do zamknięcia, w podziemiach działało wiele pomniejszych sal prób dla innych zespołów.

Punktem zwrotnym i początkiem degradacji była sprzedaż gmachu w 2006 roku łódzkiej spółce. Od tego momentu obiekt stał się ofiarą braku jakichkolwiek inwestycji. Wpisanie MDK do rejestru zabytków w 2012 roku nie powstrzymało procesu niszczenia. Kontrole konserwatorskie i nakładane kary (m.in. 20 tys. zł w 2023 r.) okazały bezskuteczne wobec postawy właściciela. Sytuację komplikuje fakt, że od 2023 roku prokuratura w Łodzi prowadzi śledztwo przeciwko spółce, zarzucając jej m.in. udział w zorganizowanej grupie przestępczej i wypranie 251 mln zł. W obliczu tych faktów coraz głośniej postulowana jest procedura wywłaszczenia zabytku.


Swoje treningi odbywała tu również wielokrotna mistrzyni świata i Europy w kickboxingu, Iwona Guzowska. Warto podkreślić, że od 1976 roku nieprzerwanie działała w budynku siłownia „Portowiec”, jedna z najstarszych i najbardziej kultowych siłowni w Gdańsku, prowadzona przez Grzegorza Zielińskiego, mistrza świata w kulturystyce w kategorii seniorów. Z czasem jednak siłownia stała się symbolem upadku technicznego gmachu. Ćwiczący własnym sumptem uszczelniali sale, podczas gdy woda z nieszczelnych stropów ciekła bezpośrednio na sprzęt treningowy. Podobna sytuacja miała miejsce w podziemnych salach prób zespołów muzycznych.
W międzyczasie w budynku działał Bank Pekao SA – pamiątką po nim jest bankomat, znajdujący się tuż obok kamiennych popiersi Stefana Żeromskiego i Feliksa Nowowiejskiego przy wejściu do budynku. Głównym użytkownikiem reprezentacyjnych przestrzeni dawnego MDK była jeszcze prywatna Wyższa Szkoła Bezpieczeństwa, dzięki czemu budynek służył celom edukacyjnym, choć jego unikalna rola jako powszechnego centrum kultury robotniczej Nowego Portu bezpowrotnie przeszła do historii – w 2023 wszystkie instytucje opuściły dawny MDK, a budynek został zamknięty, ostatnie zwiedzanie odbyło się kilka lat temu.

Dokumentując obecny stan budynku z zewnątrz, łatwo zauważyć, że budynek w wielu miejscach jest pokryty graffiti, elewacja się sypie, a ściany pokryte są grzybem (na zdjęciach wnętrz na portalu Trojmiasto.pl jest jeszcze gorzej). W najgorszym stanie są schody z boku i tyłu budynku. Kute zdobienia – kotwice i latarnie są zachowane w miarę dobrym stanie. Przykry widok stanowią wyłamane kraty pod postumentami latarni – w pustej przestrzeni znajdują się śmieci, oraz prowizoryczne łóżka, świadczące o obecności osób bezdomnych w tym miejscu. W opłakanym stanie znajdują się również maszty przed budynkiem – jest ich dziewięć, zwieńczone są trójzębami. Powstały one w latach 50-tych, prawdopodobnym autorem jest Włodzimierz Brzosko, który odpowiada za projekt wyżej wspomnianych latarni.
Niezrealizowana wizja: jak miało wyglądać socrealistyczne centrum Nowego Portu?
Tak wygląda historia Morskiego Domu Kultury. W tym miejscu warto cofnąć się w narracji do lat 50-tych XX wieku, ponieważ budynek miał stanowić część i dominantę szerszego planu przebudowy Nowego Portu. W 1953 r. Danuta Wejrowska opracowała koncepcję urbanistyczną, która zakładała stworzenie od podstaw reprezentacyjnego, socrealistycznego centrum dzielnicowego. Jego główną osią miała zostać wspomniana wcześniej ul. Wilków Morskich, która miała połączyć się z istniejącą ul. Marynarki Polskiej w jeden szeroki ciąg komunikacyjny, spinający wjazd do Nowego Portu z rejonem portu morskiego na północy dzielnicy. Dotychczasowy odcinek ul. Marynarki Polskiej dochodzący do placu Wolności miał zostać skrócony i zlikwidowany. W planie Wejrowskiej zmieniono przebieg ul. Wyzwolenia – jej zachodni fragment przesunięto na północ, nakierowując go osiowo bezpośrednio na Morski Dom Kultury, przez co ulica miała stać się precyzyjnie wycelowaną osią widokową, eksponującą gmach od południa. Tak się nie stało, dlatego Janusz Kowalski słusznie krytykował widok na MDK.

Na zachód od Morskiego Domu Kultury planowano stworzyć obszerny plac zebrań, będący swoistą oprawą wjazdową do Nowego Portu. Zachodnią i północną ścianę placu miała zająć klasycyzująca zabudowa administracyjno-biurowa i mieszkalna, w tym budynek z podcieniami arkadowymi oraz wysokościowiec z iglicą. Wisienką na torcie miał zostać bliżej nie sprecyzowany monument, przedstawiający jeźdźca na koniu, będący historyzującą ozdobą założenia placowego. Od południa zaplanowano dwa 4-kondygnacyjne gmachy, których zadaniem było stworzenie jednolitego tła dla MDK i zasłonięcie starych budynków mieszkalnych.

Strefę na południe od MDK przeznaczono na park z alejkami, pergolami i niską roślinnością, ukierunkowaną tak, aby nie zasłaniała widoku na gmach (dzisiaj klepisko i dziki parking). Wschodnią część parku, usytuowaną na terenie pobliskiego cmentarza, o którym wspominałem na początku wpisu, zaplanowano jako rekreacyjne zaplecze MDK z wydłużonym placem zakończonym półkolistą estradą na koncerty i zgromadzenia. W parku zaplanowano również boiska do siatkówki i koszykówki, kort tenisowy oraz niewielki pawilon z szatniami.
Oprócz ukończenia Domu Kultury, udało się zrealizować przedszkole Zarządu Portu Gdańskiego przy ul. Wolności 26 wg projektu Wandy Wyszyńskiej. Wszystkie pozostałe założenia projektu pozostały jedynie na papierze. Dzielnica nie zyskała planowanego centrum, przez to pozostała rozproszoną strukturą, a sam MDK został otoczony przez przypadkową zabudowę. Mimo że plan Danuty Wejrowskiej nigdy nie doczekał się realizacji, do dzisiaj pozostaje chyba najbardziej rozbudowaną próbą przekształcenia przestrzennego Nowego Portu w powojennej historii Gdańska. Co prawda w latach 70-tych również próbowano przebudować dzielnicę, ale w innym miejscu, a sama realizacja znacznie odbiegała od ambitnych planów. Pamiątką po nich jest falowiec, ósmy w Gdańsku, jako jedyny znajdujący się poza dzielnicą Przymorze. Różni się od nich wysokością o jedno piętro (łącznie 11) oraz równoległym ułożeniem w stosunku do morza.
Bliźniaczy Dom Kultury w Rzeszowie – smutna lekcja dla gdańskiego dziedzictwa
Należy jeszcze wspomnieć, że socrealistyczny Dom Kultury w Nowym Porcie był jednym z trzech budynków w tym stylu, planowanych w Gdańsku. Oprócz niego, w ramach Grunwaldzkiej Dzielnicy Mieszkaniowej (w przyszłości będzie o niej wpis), odpowiednika warszawskiej Marszałkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej, planowano budowę osiedlowego domu kultury w miejscu dzisiejszego Skweru Anny Walentynowicz. Jednakże największym z nich, miał być Centralny Dom Kultury, mający stanąć na przedłużeniu osi ul. Długiej i Bramy Wyżynnej. W szkicach koncepcyjnych oraz na makiecie, przypominał mniejszą wersję Pałacu Kultury i Nauki z Warszawy. Był on częścią koncepcji radykalnej przebudowy śródmieścia Gdańska, która nie wyszła poza plany. Dla ciekawych szerszego kontekstu – całość tej koncepcji jest opisany w numerze 7-8 czasopisma Architektura z roku 1954.

W czasach socrealizmu, w Polsce zrealizowano kilka domów kultury w tym stylu. Jeden z nich, jest zbliżony formą do Morskiego Domu Kultury i w kilku źródłach opisywany nawet jako „bliźniaczy”. Jest to Dom Kultury Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego (WSK) w Rzeszowie. Patrząc na jego zdjęcia, można znaleźć kilka podobieństw np. również trzykondygnacyjną bryłę z charakterystyczną nadbudową. Budynek z południowego wschodu kraju, zaprojektował arch. Józef Polak, a inwestycję zrealizowano w latach 1953-1956. W odróżnieniu od swojego krewnego z Wybrzeża, przeszedł generalny remont i obecnie działa w nim Instytut Muzyki Uniwersytetu Rzeszowskiego.

Los Morskiego Domu Kultury w Nowym Porcie, zwłaszcza zestawiony z historią bliźniaczego obiektu WSK w Rzeszowie, stanowi bolesną lekcję o kruchości powojennej spuścizny w starciu z bezwzględnymi mechanizmami rynkowymi. Gmach, który miał być pomnikiem robotniczej dumy i dążenia do cywilizacyjnego awansu dzielnicy, stał się zakładnikiem procesów karnych i spekulacji nieruchomościami. Mimo licznych, merytorycznie udowodnionych wad projektowych i błędów funkcjonalnych, MDK pozostaje bezcennym dokumentem epoki i fundamentalnym elementem tożsamości Nowego Portu. Jego wartość architektoniczna i historyczna jest kategoryczna i niepodważalna, dlatego wymaga natychmiastowej interwencji Państwa w celu ochrony przed ostateczną ruiną i zniknięciem z mapy Gdańska.

Źródła:
Krzysztof Stefański „Architektura Polska 1949-1956”, Łódź 2024; Bohdan Szermer „Gdańsk – przeszłość i współczesność, Warszawa 1971; „Historie Gdańskich Dzielnic – Tom 3 Nowy Port” pod red. Janusza Dargacza, Katarzyny Kurkowskiej, Leszka Molendowskiego, Gdańsk 2021; Monika Popow, Katarzyna Werner „Nowy Port. Przewodnik wydanie II”, Gdańsk 2020; „Człowiek i miasto. Gdańszczanie między starą a nową tożsamością” red. Zbyszek Dymarski, Gdańsk 2017; Architektura nr 7-8/1954 i 4/1955; Strona Teatru Muzycznego im. Danuty Baduszkowej w Gdyni: https://tiny.pl/5r1fk_87x; Dziennik Bałtycki: https://tiny.pl/rgj22zm_w; Serwis Urzędu Miasta Rzeszowa: https://tiny.pl/yp1sjqsn7; Internetowy System Aktów Prawnych: https://tiny.pl/kb6d6s2cb; Portal Trojmiasto.pl: https://tiny.pl/bprxk8mfj; https://tiny.pl/fnmszc437; Ibedeker.pl: https://tiny.pl/5f735t4pv; FotoPolska.eu: https://tiny.pl/rbc9s-099.