To był gigant, drukujący pół miliarda gazet rocznie, a w czasie wizyty Breżniewa wybuchł ogromny pożar – Dom Słowa Polskiego.
Początek XX wieku, warszawska Wola, na placu Witkowskiego (prezydent Warszawy podczas Zaborów, rosyjski generał) rozpoczęły działalność hale targowe. Zaprojektował je architekt Henryk Julian Gay i były, jak na tamte czasy nowoczesne – podłączone do miejskich wodociągów, kanalizacji, posiadały ogromne okna z możliwością zakrycia ich żaluzjami. Ich rejon wyznaczały ulice Pańska, Wronia, Srebrna i Miedziana. Pozwoliło to przenieść okoliczny handel kupiecki prosto z wozów do cywilizowanych Hal.

Ze względu ma złe skojarzenia z okupacyjnym patronem, po odzyskaniu niepodległości Polski, nazwę placu zmieniono na im. Kazimierza Wielkiego. Działalność Hali została zakończona podczas II Wojny Światowej w 1942 roku. Po zakończeniu wojny, na plac polskiego króla znowu powrócił handel. Pomimo tego, że okolice Placu były zniszczone wskutek powstania warszawskiego, to same Hale przetrwały – uszkodzeniu uległy dachy i wieżyczka, ale mogły być szybko odbudowane. Jednakże ich los został przesądzony.

Powojenna Polska pilnie potrzebowała ogromnej drukarni dla prasy i książek. W zniszczonym kraju brakowało takiego zakładu, a istniejące nie spełniały potrzeb wydawnictw. W roku 1946, odbyło się spotkanie Spółdzielni Wydawniczej „Czytelnik” – największego wydawczy prasy i literatury w pierwszych powojennych latach. Była to więc organizacja o dużych wpływach i znaczeniu. Na tym spotkaniu, w którym uczestniczyli również przedstawiciele Biura Odbudowy Stolicy, omawiano możliwą lokalizację dla wybudowania ogromnej drukarni prasy i książek. Postanowiono, że zostanie ona umieszczona przy placu Kazimierza Wielkiego. Wkrótce ogłoszono konkurs na projekt architektoniczny, a dwa lata później, w roku 1948 przy udziale Hilarego Minca – ministra przemysłu i handlu, został wmurowany kamień węgielny pod budowę Domu Słowa Polskiego. Ocalałe budynki Hal zostały zrównane z ziemią, wraz z pozostałymi okolicznymi ruinami Woli.


Autorami projektu nowego kompleksu wydawniczego byli architekci: Kazimierz Marczewski, Stefan Putkowski i Zygmunt Skibniewski. Dwójka pierwszych byli również autorami projektu kina „Moskwa”. Przy ulicy Miedzianej w ciągu dwóch lat powstały hale produkcyjne, budynki administracji i reprezentacyjne biura. Celem było powstanie największego zakładu poligraficznego w Polsce.

Źródło: Architektura 6-7/1948.
Inwestycja była prestiżowa, więc liczył się czas. Przypomnijmy, że koniec lat 40-tych w PRL, to okres wypełniania planów ponad normy i współzawodnictwa pracy w imię odbudowy kraju. Na budowie Domu Słowa Polskiego, podobnie jak na niedalekim Muranowie, korzystano z materiałów powojennych ruin, który za pomocą specjalnych maszyn przerabiano na tzw. „gruzobeton”, z którego budowano nowe budynki.

Nowy obiekt otwarto dokładnie w dzień komunistycznego święta, 22 lipca 1950 roku, w szóstą rocznicę manifestu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego. Otwarcia dokonał Bolesław Bierut, który co ciekawe, był z zawodu drukarzem. Oprócz wyżej wspomnianych części ogromnego obiektu, w okolicy powstały mieszkania, żłobek, teatr i kawiarnia, wszystko z myślą o pracownikach nowego zakładu, których było aż dwa tysiące. Warto wspomnieć, że pierwszym dziennikiem, wydrukowanych na nowych taśmach produkcyjnych Domu Słowa Polskiego była „Trybuna Ludu” – główny organ prasowy PZPR i najbardziej popularny tytuł prasowy w kraju.
Na ogromny kompleks Domu Słowa wybudowanego w stylu modernistycznym, składały się z dwóch głównych hal o wysokości jednego piętra i parterowych, umieszczonych pomiędzy oraz po bokach. Całość była złączona w jeden wielki budynek. Niższe hale miały dachy o kształcie zębatym, natomiast wyższe były płaskie z dodatkowym świetlikiem. W wyższych mieściły się biura redakcji i drukarni. Budynek główny był w kształcie prostokąta o wymiarach: szerokości 123 m i długości 160 m. Powierzchnia całkowita wynosiła 48 177 m2. W latach późniejszych wybudowano dwupiętrowy budynek typu „Berlin” o powierzchni 7978 m2 oraz pięciopiętrowy typu „Lipsk” o powierzchni 5400 m2. Teren działki wynosił ok. 4 ha.
Niedługo po otwarciu, w listopadzie 1950 roku, Dom Słowa Polskiego został miejscem organizacji II Światowego Kongresu Obrońców Pokoju. Do Warszawy przyjechali działacze partyjni z całego świata. W jego wyniku podpisano propagandowy „Apel Sztokholmski” dotyczący zakazu produkcji broni atomowej.

Po tym wydarzeniu, prace Domu Słowa Polskiego nabrały rozpędu – z produkcji wyjeżdżały milionowe nakłady prasy oraz setki tysięcy książek. W okresie największej popularności słowa drukowanego, który przypadł w PRL na lata siedemdziesiąte, roczny druk w Domu Słowa Polskiego wynosił 27 milionów egzemplarzy literatury, dwieście milionów czasopism i ponad 500 milionów gazet! W tym czasie zakłady zatrudniały już blisko 3 tysięcy pracowników.
Wśród najbardziej znanych tytułów prasowych, oczywiście oprócz „Trybuny Ludu”, można wymienić: „Młodego Technika”, „Sztandar Młodych”, „Kurier Polski”, „Płomyczek”, „Świerszczyk”, czy też „Żołnierza Wolności”. W roku przemian ustrojowych w Polsce – 1989, to tutaj rozpoczęto druk „Gazety Wyborczej”.
W pobliżu Domu Słowa Polskiego wyrosło miasteczko prasowe, w roku 1973 otwarto Robotniczą Spółdzielnię Wydawniczą „Prasa-Książka-Ruch” (w skrócie RSW), która była największym koncernem prasowym w Europie Środkowo-Wschodniej. Jej budynki były połączone z drukarnią DSP podziemnym tunelem, o długości 200 metrów, biegnącym pod ulicą Prostą.

Z Domem Słowa Polskiego łączy się również pewien „skandal” w okresie PRL. Podczas polskiej wizyty Leonida Breżniewa, przywódcy Związku Radzieckiego w tym czasie, 11 maja 1973 roku wybuchł pożar w drukarni. Jego rozmiar był tak wielki, że spowodowało to potem utrudnienia w druku i część tytułów prasowych wychodziły potem w innych miastach, a część musiała zmienić format. Dym pożaru był widoczny w całej Warszawie. Ze względu na wizytę, pożar zaczęto łączyć z „akcją dywersyjną” i na miejscu zjawili się agenci Służby Bezpieczeństwa. Hipotez źródła wybuchu ognia było kilka, jednakże nie udało się ustalić dokładnej przyczyny, a całą sprawę wyciszono, jednocześnie SB po zbadaniu wykluczyła możliwość sabotażu. Jedyną wzmianką w prasie, był oficjalny komunikat Polskiej Agencji Prasowej, o sprawnej akcji załóg straży pożarnej. Dom Słowa Polskiego po tych wydarzeniach został odbudowany, ale w roku 1986 doszło do kolejnego pożaru. Oba pożary najprawdopodobniej miały związek z niskim poziomem bezpieczeństwa podczas produkcji – przy stanowiskach palono papierosy, przeciążona produkcja z powodu ogromnych nakładów drukarskich powodowała odkładanie się łatwopalnych smarów na maszynach oraz nie dbano o czystość w miejscu pracy – m.in. po halach zalegała duża ilość zrywanego papieru.


Po przemianach ustrojowych, w latach 90 XX wieku zmniejszono nakłady prasy i książek, a także stopniowa prywatyzacja spowodowały kłopoty finansowe Domu Słowa Polskiego. Uszkodzone maszyny drukarskie trafiały na złom, ponieważ zakład nie miał pieniędzy na ich naprawę. Stopniowo zaczęto sprzedawać majątek DSP, największe hale produkcyjne zostały zamienione w Centrum Handlowe Jupiter. Okolica stopniowo pustoszała i była przejmowana przez firmy deweloperskie, a na miejscu pobliskich zakładów (w tej okolicy istniał cały ich szereg oprócz DSP) powstawały nowe biurowce i obiekty mieszkaniowe.
Ostateczny koniec Domu Słowa Polskiego to rok 2010, kiedy zakład został postawiony w stan likwidacji. Kilka lat później, w 2018 roku rozpoczęła się rozbiórka, działkę stopniowo zabudowano, a jego miejscu obecnie prowadzona jest kolejna nowa inwestycja.


Źródła: Czasopismo „Skarpa Warszawska” nr 6/2024, 21/1946; Rzeczpospolita https://tiny.pl/b4cyc-6g; Rynek Książki https://tiny.pl/mw-6vcqj; Agnieszka Chamera-Nowak „Pożar „Domu Słowa Polskiego” podczas wizyty Leonida Breżniewa w Warszawie – przyczyny, przebieg, konteksty” https://tiny.pl/cqghrbpk; Atlas Warszawy https://tiny.pl/qsv7yc0s; Szary Burek – Fotobloger https://tiny.pl/bwsjptvw; Źródło obrazu w tytule – https://tiny.pl/yqjtwxxh; Czasopismo „Architektura” 6-7/1948.
